„My, polscy Polacy i wy, białoruscy Polacy…”

Drukuj

„My, polscy Polacy i wy, białoruscy Polacy…”W „Myśli Polskiej” od 1 października br. ukazał się artykuł, ciekawy i warty, myślę, by poznali go czytelnicy „Głosu”... Piszę swoje do niego post scriptum, na internetowej stronie „Myśli Polskiej” jest już opublikowane.

 


Autor artykułu (Jan Engelgard) pisze: „Wiadomo nie od dziś, że tak lansowany u nas program Partnerstwa Wschodniego jest przysłowiową kulą u nogi całej Unii Europejskiej. Najpierw staraliśmy się nadać mu wydźwięk jednoznacznie antyrosyjski, a kiedy stało się to niemodne i źle widziane w Berlinie i Paryżu, znaleźliśmy nowego konika Łukaszenkę. Tutaj, jak się zdawało, teren był korzystny do uprawiania anachronicznych koncepcji prometejskich połączonych z dziecięcą chorobą demokracji. Minister Radosław Sikorski najpierw wykonał „gest” w kierunku prezydenta Białorusi, proponując mu w Mińsku genialny układ: „zrobi pan demokratyczne wybory i w nich przegra”. Łukaszenko owszem zrobił wybory, ale nie przegrał.(…)  Wtedy Sikorski stał się błędnym rycerzem, który niczym Don Kichot atakuje przy każdej okazji wiatrak z napisem „Białoruś”. Śmieszność tych ataków jest widoczna nawet dla zwolenników tzw. polskiej polityki wschodniej. (…)
Łukaszenko stał się wręcz obsesją Sikorskiego, nie przestaje o nim myśleć, postanowił temu właśnie tematowi podporządkować cały szczyt Partnerstwa Wschodniego. I poległ na tym z kretesem. Najpierw potraktowaliśmy Białoruś po chamsku, nie zapraszając Łukaszenki, tylko ministra spraw zagranicznych tego kraju. Ten nie mógł rzecz jasna przyjechać, ale wysłał swojego ambasadora, którego my nie zaprosiliśmy na uroczystą kolację. Trzeba przyznać, że pokazaliśmy wyjątkową szkołę „dyplomacji”. Ale to był dopiero początek klęski. Sikorski podał jako główne danie Szczytu oświadczenie potępiające „reżim” Łukaszenki. Państwa UE przez grzeczność podpisały to, ale odmówiły państwa leżące na terenie dawnego ZSRR, w tym Ukraina, Gruzja, Armenia i Azerbejdżan. (…)
Nie wiem na co liczył Sikorski, ale jako szef dyplomacji okazał się po raz kolejny amatorem. Jak w ogóle można wnosić pod obrady jakiś dokument, skoro wiadomo, że nikt z kontrahentów go nie podpisze? Pomijam już monstrualnych rozmiarów hipokryzję naszej polityki wschodniej, polegającą na stosowaniu tzw. podwójnych standardów. Jeśli, jak przekonujemy, walczymy o „demokrację i prawa człowieka”, to wypadałoby stosować tę samą miarę do wszystkich. Tymczasem my łajamy przy każdej okazji Białoruś i głaszczemy innych. Nie tak dawno media zachodnie doniosły o zniszczeniu buldożerami domu jednego z liderów opozycji w Azerbejdżanie w czasie jego pobytu za granicą. Co by się działo, gdyby Łukaszenko kazał zrównać z ziemią np. dom pana redaktora „Gazety Wyborczej” Poczobuta? Aż strach pomyśleć.
Polityka wschodnia Polski uległa po 2007r. pewnej korekcie, ale jej paradygmaty nie. Nadal w myśleniu o Wschodzie panuje karykaturalnie wykoślawiona „myśl” Giedroycia, wciąż dominuje kompleks rosyjski i niezniszczone marzenie o „zagospodarowaniu” Wschodu na złość Rosji. Doszła do tego choroba na Łukaszenkę. Na tak oczekiwanym u nas Szczycie Partnerstwa Wschodniego dostaliśmy potężnego prztyczka.(…)
Tracimy więc czas, pieniądze i energię na coś, co nie jest warte funta kłaków. Zdumiewające jest tylko to, że nikt oficjalnie nie chce tego powiedzieć, opozycja z PiS na czele także. Bo PiS, krytykując Sikorskiego, proponuje nic innego, tylko „zaostrzenie” kursu wobec Mińska, co przyznajmy nie jest ani odkrywcze, ani mądre. Jest beznadziejnie głupie”.

PS
A jeśli chcieć nazwać rzecz po imieniu, ani rzeczowników, ani wartościujących je przymiotników nie starczy.
Od 2005r. podżegacze, piromani, bawiący się w gaśniczych tego, co sami podpalili, mają się dobrze. Politykierują sobie, ustawiają media pod swoje zaplanowane, wyreżyserowane i obsadzone swoimi aktorami widowiska, by je w Polsce pokazywać jako o pomstę do nieba wołające sceny, by aprobatę zyskać dla swoich wrednych, plugawych i hańbiących naród polski ekscesów, to się w ich języku nazywa walka o demokrację, a w moim - świństwem, draństwem i zdradą interesów ojczyzny.
Tyle już na łamach „Myśli Polskiej” napisano o założeniach tej niby polityki i niby dyplomacji, że powielać nie ma sensu. Od kiedy poznałam Białoruś, od kiedy jasne dla mnie stało się to wszystko, co się tu przy pomocy (a w zasadzie za dobrze opłacane stanowiska) dyżurnych krzykaczy, dyżurnych ciemiężonych, (którzy to wybierając się na plac nie zapominają w kieszeń włożyć szczoteczki do zębów i zmówić przed wyjściem Zdrowaśki, by aby na pewno spec służby zechciały zapuszkować, bo inaczej nul w kieszeni), dyżurnych podjudzaczy, manipulatorów rzeczywistością, od wtedy zabieram głos przy każdej okazji i w każdym miejscu, by dawać świadectwo prawdzie. I co? I nic.
„Myśl Polska” owszem (od czasu do czasu) zabiera głos, również pan Niekrasz napisał książkę „Wojna z „reżimem” Łukaszenki” i co? I nic. Proceder trwa w najlepsze. Bo już to pisałam, już apelowałam, trzeba nie jedynie mówić, działać trzeba. Cóż z tego, że jakiś artykuł, kto go czyta, ile osób wie o istnieniu „Myśli Polskiej”? Gdzież konsolidacja sił, gdzież odważni, którzy spróbują przebić się przez kordon tego, co politycznie poprawne. Stowarzyszeń tych u nas co włosów na głowie, a to Pomoc Polakom na Wschodzie, a to inne, o Wspólnocie Polskiej nie wspomnę, bo ta na pasku rządzących, politykieruje z nimi, ileż ci jednak u nas innych, szumnie brzmiących, co robią oni z wiedzą, jaką o polskiej polityce wobec Białorusi posiadają? A no nic! Posiadają ją i wystarczy, wystarczy, że fundacja, stowarzyszenie, zwał jak chciał ciało jakiś kolegialne jest z prezesami, wice sekretarzami etc. I nic z tego nie wynika, bo może nikt nie chce skończyć jak wywalony z roboty pan Piskorski (bo ważył się w demokratycznym państwie napisać i głosić co widział był), podzielić los konsula Martynka, co to do tego tanga nie chciał być partnerem, albo co gorsza śp. Lepper? Może więc sobie Sikorski i cała reszta tej „śmietanki” tańczyć swój taniec, może tu przyjeżdżać jak to zwykł był czynić p. „poeta”, pożal się Boże praworządny poseł Stefaniuk, czy inni, którzy bywali, za pieniądze polskiego podatnika jeść pić i bawić się świetnie, udając, że nie widzą, w jakiej farsie udział biorą. A więc nasi politykierzy mają się dobrze, a ich narzędzia w postaci tutejszych płatnych płotek, a jakże również dobrze. Nauczyciel na Białorusi zarabia po naszemu resztę z grosza. Nauczyciel emeryt pół tej reszty, no jeśli jest usłużnym polskiej „racji stanu” dyżurnym Polakiem, może i sam i jego dzieci wieść życie, jakiego nauczyciel emeryt w Polsce nawet w marzeniach nie doścignie.
„My, polscy Polacy i wy, białoruscy Polacy” usłyszałam niedawno w rozmowie między Polakami po mszy przed iwienieckim kościołem. No i pewnie tak ich wyuczono. I pewnie takie role im powierzono, przepraszam, takie opłacono. I pewnie dlatego ci białoruscy Polacy w uroczystości, jaką zorganizowaliśmy na cześć Jana Pawła II w rocznicę Jego śmierci (http://www.polacy.by), przyszli wpierw do kościoła na mszę, później pod Polski Dom (gdzie od rana na fasadzie widniał ogromny portret Papieża, przy nim biało-czerwone dwie palmy przepasane biało-czerwonymi wstążkami, od zapalone znicze, przyszli (ot tak w odruchu serca i bez pieniędzy), by tak po polsku połączyć się w jedno, odśpiewać tę Jego „Barkę” ukochaną, a ci, którym Polskość tak na sercu leży, że do więzienia gotowi za nią pójść, nawet nie przystanęli, co ja mówię, chyłkiem uciekali, no tak, bo oni polscy Polacy. I tak sobie jedynie pomyślałam: oto doczekałeś się, nauczycielu Papieżu, oto Twoi uczniowie, jak szczury uciekają od tego, co im ponoć drogie, bliskie, oczekiwane, upragnione i ponoć odebrane. I więcej nie trzeba, by ocenić sytuację i więcej nie trzeba, by wiedzieć, że nie o wartości, nie o język, nie o kulturę, a o to już autor w artykule zawarł, chodzi.
Tyleście wpierw, panie Kaczyński, a teraz Radku kontynuatorze tego wstrętnego dzieła, uczynili dobrego dla Polaków na Białorusi, że dziś garstka ich ma się dobrze, reszta wepchnięta w sidła waszej pajęczyny, uciskana jest nie przez Łukaszenkę, a przez Was i Waszych najemników. Co zresztą piszą do mnie w listach mieszkańcy, przy okazji dziękując za to, że jestem tu i uczę i nie dzielę na naszych i waszych, bo uważam, „że wszyscy Polacy to jedna rodzina”. Tylko czemu ja się wstydzę, żem z kraju, o którym Norwid pisał, „do kraju tego, gdzie kruszynę chleba”. I czemu myślę, że to, co dalej pisał:
Tęskno mi jeszcze i do rzeczy innej,
Której już nie wiem, gdzie leży mieszkanie,
Równie niewinnej...(…)
Do bez-tęsknoty i do bez-myślenia,
Do tych, co mają tak za tak- nie za nie,
Bez światło-cienia...
Tęskno mi, Panie...
bardziej prawdziwe tu na białoruskiej ziemi, a zaprzedane, przekupczone przez tych, co to się Norwida rodakami mieniąc, czynią z jego kraju pośmiewisko, a ludziom po jednej i drugiej stronie granicy fundują rozgoryczenie, wstyd i mnóstwo, mnóstwo cierpienia.

 

kaz-news.ru | ekhut.ru | omsk-media.ru | samara-press.ru | ufa-press.ru